poniedziałek, 6 lipca 2015

[6] I'm fucking awesome.

- Ava jesteś jebanym geniuszem. Oczywiście, że w to wchodzę.- brat zareagował entuzjastycznie.
- Fajnie, że mogę liczyć na twoją pomoc, a co z Nat? Też sie zaangażuje? - pytam.
- Nati ma cały sierpień urlop, wiec myśle, że mogłaby przyjechać i pomoc ci na miejscu. Porozmawiam z nią i dam jej twoj numer to sie zgadacie. - Brat. 
- Cieszy mnie to. Tęskniłam za tobą. - Ja
- A ja za tobą.- Brat.
- Nie izolujmy się już tak ok? Wiem, że nasza rodzina to trzy różne światy. Ja teatr, ty firma, a rodzice mają swoje sprawy, ale jednak do cholery jestesmy rodziną.- Ja
- Masz to jak w banku. Około 18 wracam do domu to dam ci znac co i jak. Możemy pogadać na skype i cos ustalić.- brat. 
- Mam dziś spektakl o 19, wiec nie za bardzo, ale w niedziele mam wolne, a tak to możesz mnie łapać pod telefonem.- Ja. 
- Co gracie?- pyta brat
- Grease.- ja
- Grasz Rizzo?- pyta
- Nie! Gram Sandy. Dlaczego wszyscy myślą, że gram Rizzo?- pytam.
- Bo jestes taka jak ona. Wredna i bezwzględna.- Brat. 
- No dobra. Może troszeczkę. - ja. 
- Musze isc na ważne spotkanie. Do usłyszenia.- brat.
- Jasne. Do usłyszenia.- schowałam telefon do kieszeni. Weszłam do teatru.
- Gdzie ty się podziewałaś? Za minutę wchodzisz!- Greg wydzierał się. Dałam mu w twarz z otwartej dłoni.
- Zawiodłam cię kiedyś? - ja.
- Nie,- Greg.
- Więc czego robisz hałas? Panikujesz jak baba w ciąży.- narzekam i idę do garderoby. Po kilku sekundach wychodzę przebrana i umalowana.
- Na scenę. - Greg popchnął mnie w kierunku sceny.
***
Każda minuta spędzona w moim łóżku w ciągu ostatnich kilku tygodniu to było dla mnie błogosławieństwo. Załatwiałam sprawy związane z rocznicą rodziców, po dwa spektakle w teatrze dziennie, warsztaty aktorskie, które prowadziłam trzy razy w tygodniu, warsztaty taneczne, lekcje dykcji, pokazowe próby dla dzieci, które są oprowadzane po teatrze, regularne próby do spektaklów, lekcje akrobatki i lekcje emisji głosu. Dodatkowo producent na mnie naciska z decyzją, a ja nadal nie wiem czy chcę to zrobić. Zgodziłam się na zostanie aktorką dubbingową. Pracę jednak miałam zacząć przy kolejnej produkcji na przełomie września i października. Wsiadłam w samochód i pojechałam na lotnisko. Odbierałam dziś Williama i Nat. Kiedy tylko ich zobaczyłam pobiegłam i rzuciłam się w ramiona brata.
- Tęskniłam za tobą głupku.- ja.
- Ja jestem Groot. - zaśmiał się brat. Uściskałam Natalie. W drodze do ich hotelu wjechaliśmy do fajnej restauracji.
- Co u ciebie? Opowiadaj.- Brat.
- Mam zdecydowanie za dużo na głowie, ale to jest to co kocham, więc jak mogłabym narzekać?- ja.
- Przyznaj się. Ile sypiasz?- pyta Natalie.
- Średnio po 3 godziny na noc. - mówię.
- Jesteś nienormalna. Jako magister medycyny muszę ci powiedzieć, że śpisz jakieś 6 godzin za mało. - Nat.
- Wiem, ale ja nie mam czasu na spanie. Jak przyjdzie wrzesień to będzie dwa razy tyle pracy co teraz, więc wtedy nie będę sypiać wcale?- ja.
- Av. Zacznij o siebie dbać, bo jak nie to fundniemy ci porządne wakacje w Seattle. - Will
- Dobrze, dobrze. Zacznę sypiać trochę dłużej. - ja.
- Lepiej mi powiedz co ubierasz jutro na rocznicę waszych rodziców?- Natalie.
- Znalazłam piękną miętową sukienkę, ale jeszcze nie jestem co do niej pewna. Myślałam o takiej kremowej też, ale nadal nie wiem. A ty?- ja
- Wzięłam ze sobą trzy sukienki. Czarną i taką fioletową pastelową i miętową. - Nat.
- Jeju ta fioletowa pastelowa mnie zachęciła. - ja.
- Jakby co mogę ci pożyczyć. - Nat.
- Nie. Ja w pastelowej? Nie. Ja jestem Rizzo, nigdy nie będę Sandy. - zaśmiałam się.
- A jednak.- brat się uśmiechnął. 
- Ale w teatrze gram.- Ja
- A w zyciu nie?- brat
- Może trochę...

czwartek, 2 lipca 2015

[5] Mind Fuck.

- Wdech, wydech. Wdech, wydech.- Kate uspokajała mnie przez telefon. 
- Nie dam rady tam wyjść zaśpiewać i udawać ze nic sie nie stało.- ja
- Ta piosenka jest smutna. Ty jestes smutna. Po prostu graj. Jak zawsze, a po wszystkim wrócisz do domu i zapomnisz o tym.- Katherine
- Nie dam rady zapomnieć.- Ja
- Oj już my zrobimy tak, że zapomnisz.- Katie. 
- Dobrze. Wyjdę tam.- mówię i odkładam telefon. Poprawiam sukienkę i fryzurę. Wychodzę z łazienki, która stała się moim azylem podczas dzisiejszej uroczystości. Wyszłam na scenę gdzie miałam zaśpiewać na prośbę mojego przyjaciela. 
- Dobry wieczór. Nazywam się Avalone i jestem przyjaciółką pana młodego, który poprosił mnie abym zaśpiewała do pierwszego tańca z jego wybranką. Oby wasze wspólne życie było tak idealne jak dzisiejsze pryjęcie. - uśmiechnęłam się. Młoda para weszła na parkiet. Zaczęłam śpiewać piosenkę. 
- I got all i need when i got you and i.- Śpiewałam piosenkę patrząc na ich szczęście. Kiedy skończyłam rozległy się brawa. Ludzie nie klaskali dla mnie. Tylko dla nich. Zeszłam ze sceny i otarłam kilka łez, które uleciały z moich oczu. 
- Hej. Czas na taniec drużby z druhną.- Danny wyciągnął do mnie dłoń. Ujęłam ją i poszliśmy na parkiet. Zaczęliśmy wirować po całym parkiecie błyszcząc bardziej niż para młoda. 
- Jesteś niesamowitym tancerzem.- usmiecham sie. 
- Stare dzieje.- Danny odstawił mnie ma miejsce gdzie siedziałam. Przy stole był Paul i Mark. 
- Świetnie tańczysz.- Paul. 
- Dzięki.- Usmiecham sie. 
- Twoja piosenka była super. Sama ją skomponowałaś?- pyta Mark.
- Tak. - ja
- Była dla kogoś konkretnego?- pyta Paul
- Nie, a dlaczego tak sądzisz?- Usmiecham sie.
- Bo cały czas patrzyłaś na Sama. - Mark.
- Wydawało ci się.- powiedziałam i upiłam łyk szampana 
- Nic nam się nie wydawało.- Mark.
- Tak. Była dla niego.- Paul i Mark przybili sobie piątkę. 
- Mówiłem. - Paul.
- O co tutaj chodzi?- pytam.
- Ich małżeństwo to porażka. On się z nią żeni tylko dlatego, że zaciążyła.- Mark. 
- On ją kocha. Musi ją kochać. Ja go pocałowałam i on nie odwzajemnił tego.- ja. 
- Wątpię żeby ją kochał.- Mark kręci głową. 
- Teraz jest to już nie ważne.- ja. Sam podchodzi do naszego stolika. 
- Mogę wam ją porwać?- Sam
- No nie wiem. - Paul
- Nie przeginaj.- Sam chwycił moją dłoń i powędrowaliśmy na parkiet. 
- Jak się bawisz?- Sam
- To nie moje szczęście jest dzisiaj ważne.- ja
- Twoje też jest ważne.- Sam
- Nie jest. Już dawno przestało byc.- ja. Przez chwilę tańczymy w ciszy. 
- Co do wczoraj...- Sam. Przerywam mu.
- Zapomnijmy o tym. To nic dla mnie nie znaczyło. Troche zbyt bardzo potrzebowałam bliskości po stracie Michaela, a ty byłeś obok. To wszystko.- zostawiłam go samego na parkiecie wybiegające stamtąd. Zamówiłam taksówkę. Przebrałam sie na gorze w jeansy i tshirt i wzięłam walizkę. Na dole czekała taksówka. Spakowałam walizkę do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Tam wsiadłam w samolot i kilka godzin poźniej wylądowałam w Nowym Jorku. 
- I co?- pyta Kate.
- Nie powiedziałam mu. On jest już żonaty.- Powiedziałam. 
- Chodź tu.- Katherine wyciągnęła ręce i mocno mnie przytuliła. 
- Nie ważne. Kończy mi się urlop i trzeba wrócić do teatru.- Ja. 
- Jesteś cholernie silna.- Kate. 
Następne dni mijały szybko. Na próbach i sprktaklach. Dostałam propozycję posady aktorki dubbingowej poza teatrem. Narazie nikomu nie powiedziałam. Nie zdecydowałam jeszcze, wiec nie chcę podnosić alarmu. Dostałam kilka propozycji zagrania w filmach i serialu, ale czy chce? I czy w ogóle warto się starać? 
- Co to jest?- Kate weszła do mojego pokoju rzucając mi na łóżko pocztę. 
- Poczta.- odpowiedziałam. 
- Chodzi mi o list od producenta filmowego.- Kate. 
- Czy ty otworzyłaś moją pocztę?- pytam wściekła. 
- Tak. Chyba mam prawo wiedzieć co sie z tobą dzieje. - Kate. 
- Nie masz żadnego prawa do wtrącania się w moje życie. Nie masz rozumiesz? Wiec weź tyłek z mojego pokoju i łaskawie nie otwieraj mojej poczty juz nigdy wiecej.- Nakrzyczalam na nią i wyszłam z domu. Ulice Nowego Yorku jak zwykle były zatłoczone. Turyści robiący zdjęcia na Times Squere. Poszłam do mojego ulubionego miejsca. Do zoo w central parku. Była tam taka mała chatka dla pingwinów, w której uwielbiałam siedzieć gdy byłam dzieckiem. Teraz już sie do niej nie mieściłam, ale nadal lubiłam to miejsce. Przysiadłam na murku i jeden z pingwinów do mnie podszedł. Pogłaskalam go. Lubiłam wyobrażać sobie, że to Szeregowy. Zawsze był takim pieszczoszkiem, a reszta była zdystansowana. Po chwili poszłam do wybiegu lemurów i kupiłam dla nich przekąski. Nasypałam trochę na dłoń i wystawiłam ją do jednego ze zwierzątek. Podeszlo powoli i swoimi małymi łapkami chwyciło moją dłoń, a następnie zaczęło powoli jeść. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak dawno tego nie robiłam. Nie robiłam takich zwyczajnych rzeczy, które kiedyś były dla mnie takie ważne. Poszłam na przystanek metra i wsiadłam do odpowiedniego pociągu. Wysiadłam na stacji niedaleko mojego rodzinnego domu. Spacerkiem szlam jakieś 10 minut. Weszłam do domu, w którym jak zwykle były piękne zapachy. 
- Mamo?- krzyknęłam w progu. 
- Avalone?- mama wytarła ręce w fartuch i mocno mnie przytuliła. 
- Tęskniłam za wami.- powiedziałam wtulając sie w rodzicielkę. 
- My za tobą też.- mama
- Gdzie jest tato?- spytałam. 
- A gdzie on może być? W pracy.- zaśmiała się mama. 
- Cóż to za piękne zapachy?- pytam
- Piekę twoje ulubione ciasto.- Mama. U rodziców nigdy sie nie przelewało. Nigdy nic mi nie brakowało, ale nie miałam też dużo. Dopiero kiedy zaczęłam pracować w teatrze poznałam smak prawdziwych pieniędzy i musiałam nauczyć się nimi dysponować. Moja mama założyła stowarzyszenie i to co my mieliśmy za duzo dawała innym. Jest cudowną kobietą. 
- Mam dla was prezent.- uśmiechnęłam sie i podałam mamie kopertę. 
- Co to?- mama wzięła kopertę i otworzyła ją. 
- Ava. Skarbie nie możemy tego przyjąć. - mama. 
- Już długo zbierałam się żeby tu do was przyjechać z tym prezentem. Mamo. Zawsze marzyłaś o wycieczce w jakieś piękne miejsce, więc kupiłam wam wycieczkę do Francji. Całe życie dbałaś o to żeby mi nic nie brakowało. Teraz chcę się odwdzięczyć. - ja. 
- Ava...- mama. 
- Po prostu mnie przytul i powiedz ze będziesz sie dobrze bawić.- ja. Mama mocno mnie usciskala. 
- To jest najcudowniejszy prezent na świecie.- Mama. 
- Mam jeszcze jeden.- podałam mamie bilety na sobotni spektakl. 
- Grease? Dlaczego nie powiedziałaś że gracie Grease? To mój ulubiony musical. Grasz Rizzo?- mama
- Czy to takie oczywiste? Nie. Nie gram Rizzo. Gram Sandy. - Ja
- Moja córeczka gra Sandy. Ktoś tu sobie chyba robi jaja.- mama
- To było wredne.- ja
- No po kimś to masz skarbie. Chyba nie sądzisz że po ojcu?- mama
- Kocham cię.- uściskalam ją jeszcze raz. Usiadłyśmy do stołu i zajadalysmy się ciastem bananowym. Około 16 wrócił tata, który sie ucieszył na mój widok. 
- Jakby ten twoj stuknięty brat raz na jakiś czas nas odwiedził. Byłoby cudownie, ale on tylko siedzi w tym swoim biurowcu w Seattle i nic się nie oddzywa.- Tata. 
- Ava wykupiła nam wycieczkę do Francji.- mama. 
- Dziecko. Ty to dopiero bezsensownie Wydajesz pieniądze. - tata
- Nie narzekaj.- ja. 
- Ava gra Sandy w Grease.- Mama
- Sandy? A nie Rizzo?- Ojciec. 
- Nie. Właśnie musze wracać bo za półtorej godziny musze byc w teatrze.- Przytuliłam mame i tatę na pożegnanie. 
- Widzimy sie na sobotnim spektaklu.- usmiecham sie i wychodzę. Dobrze jest wrócić do domu. Kiedy Jechałam do teatru to zadzwoniłam do brata. 
- Williams.- powiedział tym swoim szorstkim tonem. 
- A jak miałeś 7 lat to chodziłeś i mówiłeś 'Ja jestem Groot'.- zaśmiałam sie do słuchawki. 
- Siostra! No co tam?- Spytał ucieszony.
- No właśnie ja dzwonię żeby się dowiedzieć co słychać u ciebie?- ja
- Praca, Praca i jeszcze raz praca. - westchnął. 
- Wpadlam na super pomysł i miałam nadzieję, że się dołączysz.- ja.
- W takim razie słucham...

[4] I'm really fucking happy.

Zauważyłam, że im bliżej ślubu tym więcej przeklinam. Zaplanowaliśmy Z Michaelem zerwanie. Chciałam powiedzieć Samowi co do niego czuję, ale jak? kiedy? po co? Dzień przed ślubem Sam zaplanował wieczór kawalerski w ogromnej willi z basenem. Jako jego najlepsza przyjaciółka oczywiście byłam zaproszona. Wolałam iść na epicką imprezę nad basenem niż na wieczór panieński Ashley w jakimś klubie.
- Paul? - ja
- Słucham.- starszy brat Ashley.
- Mogę pożyczyć gitarę? Wiesz jak to jest z artystami.- uśmiechnęłam sie
- Jasne. Jest w moim pokoju. - Chłopak odwzajemnił usmiech. Wzięłam instrument i przysiadłam na tarasie. Spisałam słowa na kartkę. Zaczęłam grać delikatną melodię. 
- Ładne to. Co to?- spytał Sam.
- Moja piosenka.- ja
- Zagraj to na naszym weselu.- Sam 
- Dopiero zaczęłam ją pisac, a ty słyszałeś tylko melodie.- ja
- Ja wiem, że będzie idealna. Masz w sobie tyle talentu.- Sam poklepał mnie po ramieniu i wyszedł zostawiając mnie samą. W ciagu kilku godzin dokończyłam piosenke i zwróciłam gitarę. Poszłam przygotować się do imprezy. 
- No no no. Jakbym był hetero to nie wychodziłbym z tobą z łóżka. - Mike.
- Myślisz, że wyglądam dobrze?- pytam.
- Nie. Wyglądasz seksownie. Ten crop top i ten twój brzuszek, a do tego szorty. - Mike.
- Dzięki. - przytuliłam przyjaciela.
- Gotowa na zerwanie? Za godzine mam samolot.- Mike.
- Oczywiście. - uśmiecham się szeroko.
- To była najlepsza rola jaką zagrałem. Dziękuję. - Mike.
- To ja dziękuję. Chodźmy to skończyć.- ja. Dom był pusty. Byłam tylko ja, Mike i Sam, który siedział gdzieś na dole. Wyszłam z sypialni i zatrzasnęłam drzwi. Pobiegłam w stronę schodów. Chwilę później Mike zrobił to samo.
- Mam już dosyć ciebie i ciągłych pretensji. Ava to, Ava tamto. Nie jestem twoją służąca. -  wykrzyknęłam zbiegając po schodach.
- Uspokój się. Gdyby nie ja to nic byś nie osiągnęła. Wszystko zawdzięczasz mi! Dziwisz się, że pragnę trochę wdzięczności?!- Mike również krzyczał.
- Tobie?! Nic nie zawdzięczam tobie! Wszystko osiągnęłam swoim talentem. - ja. Sam wyszedł na korytarz.
- Wiesz co? Takich jak ty mam na pęczki. Każda mnie chce, a ja nie wiedzieć czemu wybrałem ciebie.- Mike znów się wydarł. Z moich oczy wyleciały łzy.
- Napewno. Każda chcę się przespać z tobą dla hajsu i fejmu. Ja nigdy nie byłam z tobą dla pieniedzy albo sławy. Byłam z tobą bo cię kochałam, ale to już koniec. Słyszysz? Z nami koniec.- Wykrzyczałam przez łzy. Mike wziął swoją walizkę i wyszedł z domu. 
- Jeszcze będziesz błagać żebym wrócił.- podszedł blisko mnie. 
- Dziękuję. -Szepnęłam po czym zaczęłam znowu krzyczeć. - Chyba sobie żartujesz! Idź stąd! Wyjdz! 
- Dobra, ale nie wracaj na kolanach do mnie.- Mike wyszedł z domu. Padłam na kolana i zaczęłam płakać. 
- Wszystko w porządku?- pyta Sam. Podnoszę głowę. 
- Jasne. Jestem kurwa szczęśliwa jak nigdy. Jestem naprawdę kurwa szczęśliwa.- Wypłakiwałam oczy. Sam przyklęknął obok i przytulił. Wtuliłam głowę w jego ramię, a on głaskał mnie po włosach. 
- Ciiii. Nie płacz już. On nie jest tego warty.- Sam uspokajał mnie. Przestałam płakać. Odsunęłam się od niego. 
- Przepraszam. Ubrudziłam ci koszulkę.- ja.
- To tylko koszulka. Lepiej?- pyta
- Tak. Dziękuję.- ja
- Po to są przyjaciele.- Sam
- Pójdę zmyć makijaż. - powiedziałam i powlokłam się na górę. W pokoju uśmiechnęłam się i przybiłam sobie self-five. 
- Jestem cudowną aktorką.- Powiedziałam sama do siebie. Zmyłam resztki makijażu i zrobiłam sobie nowy delikatny makijaż. Zaczęli się schodzić ludzie, więc zeszłam na dół. Nalałam sobie piwa do czerwonego kubeczka. 
- To jest Avalone.- przedstawił mnie Sam jakimś kolesiom 
- Miło mi.- uśmiechnęłam się. 
- Jestem Nathaniel, a to Igor, Peter i Danny.- mężczyzna. 
- Dużo o tobie słyszeliśmy.- Danny.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.- ja
- Sam nie byłby w stanie mówić o tobie złych rzeczy.- Peter.
- Naprawdę?- spytałam spoglądając na Sama
- No chyba, że nieprzyzwoite to tak.- Danny. 
- Nieprzyzwoite?- znow spojrzałam na Sama
- Pieprzycie głupoty. Chodźcie sie napić piwa.- Sam zgarnął kolegów. Stałam pry basenie bujając sie w rytm muzyki z Dannym, który bardzo przypadł mi do gustu. 
- Dobrze tańczysz.- zauważył.
- Jestem aktorką w teatrze muzycznym. Raczej muszę dobrze tańczyć.- zaśmiałam się.
- Ciekawy zawód. - Danny. Upiłam łyk piwa z kubeczka. Wbił sie miedzy nas Sam.
- Odbijany.- powiedział. Na co Danny uniósł ręce w geście poddania sie i odszedł. 
- Danny to fajny chłopak.- usmiecham się. 
- Jest stażystą w szpitalu, w którym pracuję.- Sam
- Jest fajny.- usmiecham się. 
- Kluczyki, telefon?- pytają jacyś goście.
- Nie.- Sam. Chłopacy wrzucają go do wody. Zaczęłam się śmiać. 
- Pomóż mi wyjść. - Sam. Podałam mu rękę. Pociągnął mnie mocno i wpadlam do basenu. Wynurzylam sie i chlapnęłam mu wodą w oczy. 
- Wow. Wyglądasz trochę za bardzo seksownie teraz.- powiedział. Przygryzłam wargę czując się winna (bo niepowinien tak na mnie patrzeć) i czując się niesamowicie (bo nareszcie zwrócił na mnie uwagę). Odwrocilam się i wyszłam z basenu. Danny okrył mnie puchowym ręcznikiem. 
- Dziękuję.- Uśmiechnęłam się. 
- Nie ma za co.- Danny odwzajemnił uśmiech. Usiadłam na tarasie otulona ciepłym ręcznikiem. Pijani ludzie powoli opuszczali imprezę. Około 5 nad ranem nikogo już nie było, a ja nadal siedziałam na schodkach tarasu osuszając włosy ręcznikiem. 
- Hej.- Sam usiadł obok mnie. 
- Hej.- uśmiechnęłam się. 
- Powinnaś się położyć. - Sam
- To nie ja mam jutro swój ważny dzień.- ja
- Chodźmy. - Sam pomaga mi wstac i odprowadza do pokoju. 
- Śpij dobrze.- Uśmiecham się. Jego oczy wywiercały dziurę w moich. Mój oddech zwolnił do minimum. Stanęłam na palcach i wplotlam palce w jego włosy ujmując jego twarz. Delikatnie musnęłam jego usta. On nie odwzajemnił. 

wtorek, 30 czerwca 2015

[3] It will be fucking perfect.

- Miło, że po nas przyjechaliście. - Mike uścisnął rękę Samowi.
- Nam jest miło. Cudownie też, że zgodziliście się aby zatrzymać się w domu moich rodziców. Oni bardzo się ucieszyli.- Ashley.
- To będzie kurewsko perfekcyjne.- uśmiechnęłam sie sztucznie.
- Skarbie miałaś nie przeklinać.- upomniał Mike. 
***
Jazgotanie tej roztrzepanej dziewczyny rozwalało mi czachę. Żadne tabletki przeciwbólowe nie dawały rady. Siedzieliśmy przy kolacji z Ashley, Samem, Rodzicami Ashley oraz jej rodzeństwem. Zabójczo przystojnym starszym bratem- Markiem i drugim zabójczo przystojnym starszym bratem- Paulem.
- Jak się poznaliście?- spytała mama Ashley mnie i Michaela.
- To jest bardzo ciekawa i romantyczna historia. Skarbie opowiesz?- spytał przyjaciel. Miałam ochotę kopnąć go w dupę.
- Oczywiście. Kocham tą historię. Byłam wtedy na drugim roku studiów teatralnych, a Mike je właśnie kończył. Jego projektem końcowym miał być wyreżyserowany spektakl. Jako że byłam dosyć nieznośną studentką i często pakowałam się w problemy zostałam przydzielona do jego projektu jako aktorka. Na początku mieliśmy sporo spięć i właściwie się nienawidziliśmy, ale z czasem jego oczy stały się moim ukojeniem. Dopiero po dłuższym czasie zdałam sobie sprawę co tak naprawdę do niego czuję. Może nawet trochę za późno. Miał wtedy dziewczynę, która nazywała się Natalie. Było mi ciężko, ale każde uczucie z tym związane przeistaczałam na energię do gry, do śpiewu i komponowania. Kiedy już w końcu zdał sobie sprawę ile traci i zaprosił mnie na pierwszą randkę byłam w wniebowzięta, ale może ty dokończ.- zwróciłam się do Michaela.
- Szedłem korytarzem uczelni odebrać wyniki egzaminów końcowych i spojrzałem w jej oczy. Była pierwszą osobą, z którą chciałem się podzielić szczęśliwymi wiadomościami o zaliczeniu. Jednak odwróciła wzrok i posmutniała. Szukałem jej, ale zrezygnowany w końcu poszedłem na aulę gdzie ćwiczyliśmy i tam ją zastałem. Siedziała skulona ze łzami w oczach. Otarłem je i spoglądając w jej hipnotyzujące oczy powiedziałem... Pamiętasz co wtedy powiedziałem?- spytał mnie.
- Doskonale. Jakby to się stało przed chwilą. Powiedziałeś "Avalone przestań się smucić, bo i niebo robi się smutne. Przestań płakać nad tymi, którzy nie są tego warci. Uczyń mi zaszczyt i pójdź ze mną na bal absolwentów."- uśmiechnęłam się.
- I co ty na to? - spytała ciekawa Ashley.
- Cóż mogłam odpowiedzieć. I said yes we can be together, yes you can Stay with me.- zaczęłam śpiewać piosenkę Yes- Beyonce. 
- Jakie to romantyczne. - Ashley
- A jak było z wami?- zapytałam 
- Krótka i pospolita historia. Wpadliśmy na siebie w college'u.- Ash
- W gruncie rzeczy Sam nigdy nie był romantyczny.- zaśmiałam się. 
- Nie prawda. Po tym jak sie poznaliśmy to było coraz lepiej.- usmiechnela się Barbie. 
- Jesteśmy już trochę zmęczeni, a ślub już za kilka dni. Chyba już pójdziemy się położyć. Co skarbie?- ja
- Tak. To był długi dzień. - Michael. Pożegnaliśmy wszystkich i poszliśmy do naszej sypialni. Po jakimś czasie wszyscy rozeszli sie do swoich pokojów. Obok nas mieszkała młoda para. 
- Mam szatański pomysł. - ja
- Jaki? Mam się bać?- spytał przyjaciel.
- Tak masz sie bać. Uprawiaj ze mną ostry seks.- ja
- Mógłbym to robić z Samem, ale nie z tobą.- Mike
- Udawajmy, ze uprawiamy seks idioto.- ja
- To moze sie udać. - Mike. 
- Ściany są cienkie i mają uszy. - ja
- Skarbie zatańcz dla mnie.- Mike stanął blisko ściany 
- Miki, a co jak nas usłyszą?- zaczęłam mowic coraz głośniej. 
- Nie ważne. Chodź tu.- Mike walnął otwartą dłonią w ścianę. 
- Oh skarbie. Jestem dla mnie taki dobry.- jęknęłam. 
- Nie przestawaj kręcić tyleczkiem misiu.- Mike. Spojrzałam na niego dziwnie. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać tak ze rana obijała sie o ścianę. 
- Oh tak. Właśnie tak skarbie. Mocniej.- zaczęłam jęczeć nie przestawajac skakać. 
- Jestes najlepsza.- wydyszał Mike.
- Dojdz we mnie.- kwilę. 
- Jestem juz blisko. - jęknął znow. 
- Gotowy na finał?- spytałam pocichu. Kiwał głową. Uderzylam go w brzuch na co jęknął i spadł na łóżko. 
- Oh tak. To było boskie.- wyjęknęłam i przestałam skakać po lozku. 
***
- Byliście wczoraj trochę głośno. - powiedziała Ashley. Kiedy tylko rano wstałam poszłam troche pobiegać, a ona dołączyła sie do mnie.
- Oh, więc słyszeliście?- spytałam z udawaną skruchą.
- Tak. Jak ty to robisz? Sam nie chce się ze mną kochac przed ślubem.- Ashley. Przypomniałam sobie okres w którym ze sobą chodziliśmy i pieprzyliśmy sie jak króliki. Wszędzie i zawsze. 
- Może musisz sobie sprawić jakąś seksi bieliznę.- mowie.
- Nie. On po prostu twierdzi, że nie potrzebuje seksu. Kochaliśmy sie dwa razy w ciagu całego naszego związku.- Ashley.
- Uh. No nie wiem.- ja
*w tym samym czasie w domu* perspektywa Michaela* 
- Ava jest świetna w łóżku.- mówi Sam
- Uh czyli słyszeliście nas wczoraj?- pytam.
- Tak. Nie dało się nie usłyszeć. - Sam.
- Sorry stary. Avalone po prostu nie potrafi opanować euforii. Pracujemy nad tym.- ja
- Jak ty to robisz? Ja kiedy widzę Ashley to mój sprzęt nie chce działać. - Sam
- Stary może ona nie jest tą jedyną.- mówię.
- Kocham ją.- Sam
- I co chces do końca życia jechać na viagrze bo na widok zony ci nie staje?- zaśmiałem sie.
- To nie jest śmieszne.- Sam
- Dla mnie jest. - zaśmiałem się i spojrzałem jak Ava i Ash biegną ścieżką do domu. 
- Hej skarbie.- Dałem jej całusa w usta. 
- Hej.- uśmiechnęła się szeroko. 
Tum tum tum. Zadarliście z dwoma aktorami. Nie są w stanie domyślić sie ze gramy... 

[2] What the fuck are you looking at?

Dzień premiery był niesamowicie intensywny. Teraz kiedy spektakl dobirgał końca czułam ulgę, że za kilka minut bede wolna. Poprawiłam kurtkę skórzaną, która leżała na moich ramionach. Odpaliłam papierosa i weszłam na scenę. Michael zaczął śpiewać swoją część. Rzuciłam niedopałek na ziemię i teatralnie przydepnęłam butem.
You better shape up, cause I need a man,
and my heart is set on you
You better shape up, you better understand,
to my heart I must be true
Nothing left, nothing left for me to do. - Uwielbiałam grać z Michaelem. Chociaż osobiście utożsamiam się z Rizzo. Chyba pierwszy raz grałam tak grzeczną postać jak Sandy. Po zakończonym spektaklu dostałam piękny bukiet róż od Grega. Otrzymaliśmy brawa na stojąco. Byłam naprawdę zmęczona, ale szczęśliwa. Poszłam na backstage. 

- Byłaś cudowna Sandy.-Mike.
- Dziękuję, ale te cholerne ubranie jest zbyt obcisłe. - narzekam. Przyjaciel przyciąga mnie do siebie i przytula wtulając twarz w moje włosy.
- Ale wyglądasz seksownie. Jakbym nie był gejem to byłabyś pierwsza na mojej liście do zrobienia.- Zaśmiał się. Usłyszeliśmy chrząknięcie, więc się od siebie odsuneliśmy. To był Sam. Stałam jak Wryta, a on wyciągnął ręcę do przytulania. Nadal stałam, więc on podszedł do mnie i przytulił. 
- Hej Sam.- mówię kiedy już raczy się odemnie odsunąć. 
- Poznaj moją narzyczoną Ashley.- Sam pokazał na brunetkę. Podałam jej rękę. Na chwilę zapadła cisza.
- Skarbie? Nie przedstawiasz mnie?- pyta Mike.
- Emm. To jest Michael aka Danny Zuko.- ja
- I jestem jej narzyczonym.- Mike obejmuje mnie. Co on kombinuje?
- Nie mówiłaś że kogoś masz.- Sam.
- Ty też nie. Może dlatego, że od wyjazdu do LA się nie oddzywasz.- Ja.
- Może pójdziemy razem na kolację? - pyta Ashley. 
- Jasne. Super pomysł.- Mike. 
- W takim razie idziemy się przebrać Zuko.- ja. 
- Wyglądasz w tym super seksownie, ale jesli musisz...- Mike. Kiedy odchodziłam intensywnie przyglądał się mojej pupie. Przebrałam się w zwiewną sukienkę do półowy łydki i sandałki na koturnie. Wzięłam torebkę. 
- Zuko jakoś wyglądasz jak nie ty.- zaśmiałam sie kiedy zobaczyłam Michaela w obcisłych spodniach, białej koszulce i marynarce. 
- A ty Sandy zupełnie jakbyś w ogóle ze sceny nie zeszła. Nadal błyszczysz gwiazdo.- Michael mnie objął i poszliśmy do naszych towarzyszy. 
- Może zabierzecie nas do jakiegoś fajnego miejsca?- zapytała Ashley. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem. 
- Możemy pójść pieszo to jest niedaleko. - Mówię. Idziemy jakiś kawałek do naszego ulubionego pubu. Kiedy wchodzimy wszyscy biją brawo. To był pub dla miłośników Broadwayu. Wszyscy nas znali. 
- Cudownie wam dziś poszło. Jesteście nieziemscy.- Mark. 
- Dzięki Mark.- mówię i ściskam chłopaka, który dał mi piękną różę. 
- Zaśpiewacie nam coś?- Spytał.
- Nie dziś. Jesteśmy tutaj rozrywkowo.- zaśmiałam się.
- Zaprowadzę was do waszego stolika.- Jorge, który był dobrze znanym nam kelnerem odprowadził nas i zapytał o zamówienie. 
- Ja chcę to co zawsze.- ja. 
- Tak. Ja też.- Mike
- Ja poproszę Mojito i whiskey z lodem. - Sam. 
- Więc jak idą przygotowania do ślubu?- pytam. 
- Właśnie po to tutaj jesteśmy. Chcę żebyś zostałam moją druhną honorową.- Ashley. 
- Ja?- pytam zdziwiona.
- Tak. Jesteś dla Sama bardzo ważna. Będąc ważną dla niego jesteś też ważna dla mnie. - Ashley uśmiechnęła się szeroko i sztucznie. Cała była sztuczna. Jak lalka barbie, która przygruchała sobie najlepszą limitowaną edycję Kena. 
- Jasne. - uśmiechnęłam się i poczułam się równie sztucznie jak ona. Michael odwiózł mnie do domu po 1 w nocy. Przebrałam się w zdecydowanie za duży T-shirt i ułożyłam się do łóżka. Kilka łez uleciało spod moich powiek. Szybko zasnęłam myśląc co by było gdybym pojechała wtedy z nim. 
***
- Na co się do cholery patrzysz?- spytałam wściekła na Kate, która popijając kawę przy stole obserwowała mnie bacznie. 
- Cierpisz.- stwierdziła.
- Co kazało ci tak myśleć?- pytam już trochę spokojniej. 
- Od miesiąca wiesz o ślubie i od miesiąca jest z tobą coraz gorzej.- mówi przyjaciółka upijając kolejny łyk kawy. 
- Nie chcę tam jechać, a zgodziłam się zostać druhną honorową.- narzekam.
- To po cholerę się zgodziłaś?- Katherine.
- Bo on tak na mnie spojrzał. To było dla niego ważne. -ja.
- Jak się zachowasz na ślubie?- pyta Kate.
- Podam obrączki, zatańczę z drużbą, upiję się i wrócę do domu.- mówię.
- Nie ma opcji. Dostałaś zaproszenie z osobą towarzyszącą?- pyta Katie. 
- Tak. - ja.
- No to jadę z tobą.- Stwierdziła stanowczo przyjaciółka. 
- Michael przedstawił się jako mój narzeczony, To on powinien ze mną jechać. - ja.
- Masz rację. No to idź się pakuj. Przecież wyjeżdżasz jutro.- Katie.
- Dobrze. Idę się pakować. - ja.
***
- Dasz sobie radę. - przyjaciółka przytuliła mnie i popchnęła lekko w stronę odprawy.
Dam sobie radę. Dam sobie radę. Dam sobie radę. Dam sobie radę. Przecież jestem aktorką. Mogę to potraktować jako kolejną rolę. Muszę grać, a dam sobie radę.  






[1] Go fuck yourself with that coffee.

Kiedy przygotowujemy coś nowego w teatrze jest ciężko. Pracujemy godzinami... Czasem dniami nad nowym spektaklem. Tak było też tym razem. Oświadczyli nam, że zagramy Grease. Mieliśmy miesiąc na przygotowanie spektaklu. Mimo wszystko kochałam tą pracę.
- Ugh nienawidzę tej roboty.- narzekała Kate kiedy wracałyśmy nad ranem do domu z teatru. 
- Przestań. Nie jedna osoba przychodzi milion razy na przesłuchanie i się nie dostaje. Dziękuj Bogu, że masz taki talent.- usmiecham się szeroko.
- Emanujesz energią. Jak ty to robisz? Siedziałaś w teatrze przez jakieś 18 godzin drąc ryja. - Katherine. 
- To się nazywa pasja.- zaśmiałam się
- Też to kiedyś miałam. Na studiach, ale jak kazali mi tańczyć przez kilkanaście godzin w teatrze to jakoś mi przeszło. - Kate pokręciła głową. Kiedy doszłyśmy do mieszkania od razu wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Spałam zaledwie kilka godzin, ale obudziłam się rześka i gotowa do działania. Otuliłam się puchowym szlafrokiem i pomaszerowałam do kuchni. Zaparzyłam świeżą kawę. Poszłam obudzić Kate. 
- Ej śpiochu zrobiłam kawę!- ja
- Pieprz się z tą kawą.- Kate nakryła głowę poduchą
- Myślę, że to jest fizycznie niemożliwe.- zaśmiałam się
- A ta kawa to taka jaką lubię?- wychyliła głowę spod poduchy. 
- Tak Katherine. - ja
- Dobra. Już wstaję.- przyjaciółka podniosła się i założyła kapcie z mordami świń. Z wypłaty z teatru ze spokojem było nas stać na mieszkanie osobno i to w całkiem ładnej okolicy, ale po co skoro można mieszkać razem. 
- O której musimy być w teatrze?-pyta. 
- O 14. - odpowiadam. Usiadłyśmy przy stole i piłyśmy w spokoju kawę. Po niej rozeszłyśmy się. Ja poszłam do swojego pokoju, a Kate do swojego. Ubrałam się w jeansy, biały top, marynarkę i converse. Włosy spięłam w kucyk. Wzięłam laptop i sprawdziłam pocztę. Wiadomość od Sama. Wieki go nie widziałam. Otworzyłam wiadomość. Zaproszenie. Zaproszenie na ślub oraz informacja o tym że wraz z narzyczoną przyjeżdżają do miasta w weekend. 
- Co kurwa?!- ja
- Oj ktoś tu się chyba zdenerwował.- Kate weszła do pokoju. Pokazałam jej wiadomość.
- No chyba kurde nie.- Kate wytrzeszczyła oczy. 
- On się żeni. Ten debil się żeni. ON SIĘ KURWA ŻENI NIE ZE MNĄ.- chorobliwie zazdrosne oblicze mood on. 
- Chwila... Czy ty przypadkiem nie mówiłaś, że już z nim skończyłaś?- Kate
- Bo skończyłam.- udaję niewiniątko. 
- A jednak ukuło cię jak dostałaś zaproszenie na ślub.- Kate.
- Tylko trochę.- tłumaczę się. 
- Jasne. Za chwilkę musimy wyjść. Uszykuj się.- Kate wyszła z pokoju, a ja siedziałam tam czytając tego maila raz za razem. 
- Nadal czytasz tego maila?- Kate weszła do pokoju.
- Musimy już iść.- zamknęłam laptop i wstałam z łóżka. W drodze do teatru między nami panowała cisza. Kate spoglądała na mnie pytająco, a ja zastanawiałam się co mam powiedzieć. W teatrze było dużo roboty. W końcu za dwa dni premiera. Przebrałam się i zaczęliśmy próbę. 
- Gdzie jest Sandy?- pyta Greg- reżyser
- Jestem tutaj.- ja
- Nie Ava. Gdzie jest moja Sandy kipiący energią?- Greg
- Emm. Ja zostawiłam ją dzisiaj w domu.- tłumaczę. 
- Wiem jak to naprawić.- Mike
- Oh przymknij się Danny.- Ja
- Nie przymknę się.- Mike dał znak chłopakom z zespołu, a oni zaczęli grać. Przyjaciel zaczął tańczyć i śpiewać Born to the Hand jive. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Dawaj wiem, że umiesz.- Mike. Zaczęłam z nim tańczyć układ, który już ćwiczyliśmy od tygodni. Po naszym tańcu byłam wykończona. To jest żywiołowy, radosny taniec.
- Gdzie jest ten uśmiech?- Mike. Uśmiechnęłam sie.
- Tu jest.- Michael. 
- Jeszcze raz będziesz mnie pocieszał hand jivem to cię zabiję. - wydyszałam
- Ktoś tu nie zdążył się rozgrzać.- Mike. 
- Możemy ćwiczyć dalej?- pyta Greg. Próba przebiegła pomyślnie. Jutro mieliśmy mieć próbę generalną w kostiumach i wgl, a na dzisiaj byliśmy już wolni. Pierwszy raz od kilku tygodni wyszłam z teatru przed 22. 
- Czekaj na mnie.- Katherine biegła za mną. Zatrzymałam się żeby mnie dogoniła. 
- Co ty tak pędzisz jakby cię stado wściekłych psów goniło?- Kate
- Chcę sie wyspać. Przez najbliższe miesiące będziemy wystawiać Grease codziennie. Czasem kilka spektakli w ciągu dnia. Będziemy mieć zaledwie tydzień wolnego jakoś w lipcu. - ja
- Jesteś na mnie zła?- pyta przyjaciółka.
- Nie. Jestem zmęczona i chcę jak najszybciej dojść do domu.- ja. Mieszkaliśmy niedaleko teatru. Dlatego chodziliśmy do niego pieszo. Codziennie. Za to jakie miałyśmy ładne nogi dzięki temu. W domu walnęłam się na łóżko i od razu usnęłam. 

[0] Co to jest i z czym to się je, czyli...

...czyli co? jak? dlaczego? gdzie?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
1. Akcja zaczyna się w Nowym Jorku, a później przenosi się do Californii, a konkretniej LA BABY.
2. Sam jest super przystojnym producentem muzycznym.
3. Avalone jest super piękną aktorką, która gra w teatrze muzycznym. 
4. Ava i Sam byli przyjaciółmi (od urodzenia do studiów ) i przez jakiś czas parą (2 lata).
5. Sam wyprowadził się do LA na studia, a Ava została w NY. 
6. Po jego wyjeździe Ava zaprzyjaźniła się z Kate i Michaelem. 
7. Michael jest gejem i poznał Avę na studiach. Pracują razem w teatrze. 
8. Kate jest tancerką. Również pracuje z Avą i Samem w teatrze muzycznym. 
9. Akcja opowiadania zaczyna się w dniu, w którym Ava dostaje zaproszenie na ślub Sam'a i Ashley, której nawet nie zna. Jest to na przełomie kwietnia i maja, a ślub ma być w lipcu.  

To chyba wszystko co musicie wiedzieć. 
Buziaki,
Source of pain xx