- You better shape up, cause I need a man,
and my heart is set on youYou better shape up, you better understand,
to my heart I must be true
Nothing left, nothing left for me to do. - Uwielbiałam grać z Michaelem. Chociaż osobiście utożsamiam się z Rizzo. Chyba pierwszy raz grałam tak grzeczną postać jak Sandy. Po zakończonym spektaklu dostałam piękny bukiet róż od Grega. Otrzymaliśmy brawa na stojąco. Byłam naprawdę zmęczona, ale szczęśliwa. Poszłam na backstage.
- Byłaś cudowna Sandy.-Mike.
- Dziękuję, ale te cholerne ubranie jest zbyt obcisłe. - narzekam. Przyjaciel przyciąga mnie do siebie i przytula wtulając twarz w moje włosy.
- Ale wyglądasz seksownie. Jakbym nie był gejem to byłabyś pierwsza na mojej liście do zrobienia.- Zaśmiał się. Usłyszeliśmy chrząknięcie, więc się od siebie odsuneliśmy. To był Sam. Stałam jak Wryta, a on wyciągnął ręcę do przytulania. Nadal stałam, więc on podszedł do mnie i przytulił.
- Hej Sam.- mówię kiedy już raczy się odemnie odsunąć.
- Poznaj moją narzyczoną Ashley.- Sam pokazał na brunetkę. Podałam jej rękę. Na chwilę zapadła cisza.
- Skarbie? Nie przedstawiasz mnie?- pyta Mike.
- Emm. To jest Michael aka Danny Zuko.- ja
- I jestem jej narzyczonym.- Mike obejmuje mnie. Co on kombinuje?
- Nie mówiłaś że kogoś masz.- Sam.
- Ty też nie. Może dlatego, że od wyjazdu do LA się nie oddzywasz.- Ja.
- Może pójdziemy razem na kolację? - pyta Ashley.
- Jasne. Super pomysł.- Mike.
- W takim razie idziemy się przebrać Zuko.- ja.
- Wyglądasz w tym super seksownie, ale jesli musisz...- Mike. Kiedy odchodziłam intensywnie przyglądał się mojej pupie. Przebrałam się w zwiewną sukienkę do półowy łydki i sandałki na koturnie. Wzięłam torebkę.
- Zuko jakoś wyglądasz jak nie ty.- zaśmiałam sie kiedy zobaczyłam Michaela w obcisłych spodniach, białej koszulce i marynarce.
- A ty Sandy zupełnie jakbyś w ogóle ze sceny nie zeszła. Nadal błyszczysz gwiazdo.- Michael mnie objął i poszliśmy do naszych towarzyszy.
- Może zabierzecie nas do jakiegoś fajnego miejsca?- zapytała Ashley. Spojrzeliśmy na siebie z Michaelem.
- Możemy pójść pieszo to jest niedaleko. - Mówię. Idziemy jakiś kawałek do naszego ulubionego pubu. Kiedy wchodzimy wszyscy biją brawo. To był pub dla miłośników Broadwayu. Wszyscy nas znali.
- Cudownie wam dziś poszło. Jesteście nieziemscy.- Mark.
- Dzięki Mark.- mówię i ściskam chłopaka, który dał mi piękną różę.
- Zaśpiewacie nam coś?- Spytał.
- Nie dziś. Jesteśmy tutaj rozrywkowo.- zaśmiałam się.
- Zaprowadzę was do waszego stolika.- Jorge, który był dobrze znanym nam kelnerem odprowadził nas i zapytał o zamówienie.
- Ja chcę to co zawsze.- ja.
- Tak. Ja też.- Mike
- Ja poproszę Mojito i whiskey z lodem. - Sam.
- Więc jak idą przygotowania do ślubu?- pytam.
- Właśnie po to tutaj jesteśmy. Chcę żebyś zostałam moją druhną honorową.- Ashley.
- Ja?- pytam zdziwiona.
- Tak. Jesteś dla Sama bardzo ważna. Będąc ważną dla niego jesteś też ważna dla mnie. - Ashley uśmiechnęła się szeroko i sztucznie. Cała była sztuczna. Jak lalka barbie, która przygruchała sobie najlepszą limitowaną edycję Kena.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i poczułam się równie sztucznie jak ona. Michael odwiózł mnie do domu po 1 w nocy. Przebrałam się w zdecydowanie za duży T-shirt i ułożyłam się do łóżka. Kilka łez uleciało spod moich powiek. Szybko zasnęłam myśląc co by było gdybym pojechała wtedy z nim.
***
- Na co się do cholery patrzysz?- spytałam wściekła na Kate, która popijając kawę przy stole obserwowała mnie bacznie.
- Cierpisz.- stwierdziła.
- Co kazało ci tak myśleć?- pytam już trochę spokojniej.
- Od miesiąca wiesz o ślubie i od miesiąca jest z tobą coraz gorzej.- mówi przyjaciółka upijając kolejny łyk kawy.
- Nie chcę tam jechać, a zgodziłam się zostać druhną honorową.- narzekam.
- To po cholerę się zgodziłaś?- Katherine.
- Bo on tak na mnie spojrzał. To było dla niego ważne. -ja.
- Jak się zachowasz na ślubie?- pyta Kate.
- Podam obrączki, zatańczę z drużbą, upiję się i wrócę do domu.- mówię.
- Nie ma opcji. Dostałaś zaproszenie z osobą towarzyszącą?- pyta Katie.
- Tak. - ja.
- No to jadę z tobą.- Stwierdziła stanowczo przyjaciółka.
- Michael przedstawił się jako mój narzeczony, To on powinien ze mną jechać. - ja.
- Masz rację. No to idź się pakuj. Przecież wyjeżdżasz jutro.- Katie.
- Dobrze. Idę się pakować. - ja.
***
- Dasz sobie radę. - przyjaciółka przytuliła mnie i popchnęła lekko w stronę odprawy.
Dam sobie radę. Dam sobie radę. Dam sobie radę. Dam sobie radę. Przecież jestem aktorką. Mogę to potraktować jako kolejną rolę. Muszę grać, a dam sobie radę.
- Jasne. - uśmiechnęłam się i poczułam się równie sztucznie jak ona. Michael odwiózł mnie do domu po 1 w nocy. Przebrałam się w zdecydowanie za duży T-shirt i ułożyłam się do łóżka. Kilka łez uleciało spod moich powiek. Szybko zasnęłam myśląc co by było gdybym pojechała wtedy z nim.
***
- Na co się do cholery patrzysz?- spytałam wściekła na Kate, która popijając kawę przy stole obserwowała mnie bacznie.
- Cierpisz.- stwierdziła.
- Co kazało ci tak myśleć?- pytam już trochę spokojniej.
- Od miesiąca wiesz o ślubie i od miesiąca jest z tobą coraz gorzej.- mówi przyjaciółka upijając kolejny łyk kawy.
- Nie chcę tam jechać, a zgodziłam się zostać druhną honorową.- narzekam.
- To po cholerę się zgodziłaś?- Katherine.
- Bo on tak na mnie spojrzał. To było dla niego ważne. -ja.
- Jak się zachowasz na ślubie?- pyta Kate.
- Podam obrączki, zatańczę z drużbą, upiję się i wrócę do domu.- mówię.
- Nie ma opcji. Dostałaś zaproszenie z osobą towarzyszącą?- pyta Katie.
- Tak. - ja.
- No to jadę z tobą.- Stwierdziła stanowczo przyjaciółka.
- Michael przedstawił się jako mój narzeczony, To on powinien ze mną jechać. - ja.
- Masz rację. No to idź się pakuj. Przecież wyjeżdżasz jutro.- Katie.
- Dobrze. Idę się pakować. - ja.
***
- Dasz sobie radę. - przyjaciółka przytuliła mnie i popchnęła lekko w stronę odprawy.
Dam sobie radę. Dam sobie radę. Dam sobie radę. Dam sobie radę. Przecież jestem aktorką. Mogę to potraktować jako kolejną rolę. Muszę grać, a dam sobie radę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz