czwartek, 2 lipca 2015

[5] Mind Fuck.

- Wdech, wydech. Wdech, wydech.- Kate uspokajała mnie przez telefon. 
- Nie dam rady tam wyjść zaśpiewać i udawać ze nic sie nie stało.- ja
- Ta piosenka jest smutna. Ty jestes smutna. Po prostu graj. Jak zawsze, a po wszystkim wrócisz do domu i zapomnisz o tym.- Katherine
- Nie dam rady zapomnieć.- Ja
- Oj już my zrobimy tak, że zapomnisz.- Katie. 
- Dobrze. Wyjdę tam.- mówię i odkładam telefon. Poprawiam sukienkę i fryzurę. Wychodzę z łazienki, która stała się moim azylem podczas dzisiejszej uroczystości. Wyszłam na scenę gdzie miałam zaśpiewać na prośbę mojego przyjaciela. 
- Dobry wieczór. Nazywam się Avalone i jestem przyjaciółką pana młodego, który poprosił mnie abym zaśpiewała do pierwszego tańca z jego wybranką. Oby wasze wspólne życie było tak idealne jak dzisiejsze pryjęcie. - uśmiechnęłam się. Młoda para weszła na parkiet. Zaczęłam śpiewać piosenkę. 
- I got all i need when i got you and i.- Śpiewałam piosenkę patrząc na ich szczęście. Kiedy skończyłam rozległy się brawa. Ludzie nie klaskali dla mnie. Tylko dla nich. Zeszłam ze sceny i otarłam kilka łez, które uleciały z moich oczu. 
- Hej. Czas na taniec drużby z druhną.- Danny wyciągnął do mnie dłoń. Ujęłam ją i poszliśmy na parkiet. Zaczęliśmy wirować po całym parkiecie błyszcząc bardziej niż para młoda. 
- Jesteś niesamowitym tancerzem.- usmiecham sie. 
- Stare dzieje.- Danny odstawił mnie ma miejsce gdzie siedziałam. Przy stole był Paul i Mark. 
- Świetnie tańczysz.- Paul. 
- Dzięki.- Usmiecham sie. 
- Twoja piosenka była super. Sama ją skomponowałaś?- pyta Mark.
- Tak. - ja
- Była dla kogoś konkretnego?- pyta Paul
- Nie, a dlaczego tak sądzisz?- Usmiecham sie.
- Bo cały czas patrzyłaś na Sama. - Mark.
- Wydawało ci się.- powiedziałam i upiłam łyk szampana 
- Nic nam się nie wydawało.- Mark.
- Tak. Była dla niego.- Paul i Mark przybili sobie piątkę. 
- Mówiłem. - Paul.
- O co tutaj chodzi?- pytam.
- Ich małżeństwo to porażka. On się z nią żeni tylko dlatego, że zaciążyła.- Mark. 
- On ją kocha. Musi ją kochać. Ja go pocałowałam i on nie odwzajemnił tego.- ja. 
- Wątpię żeby ją kochał.- Mark kręci głową. 
- Teraz jest to już nie ważne.- ja. Sam podchodzi do naszego stolika. 
- Mogę wam ją porwać?- Sam
- No nie wiem. - Paul
- Nie przeginaj.- Sam chwycił moją dłoń i powędrowaliśmy na parkiet. 
- Jak się bawisz?- Sam
- To nie moje szczęście jest dzisiaj ważne.- ja
- Twoje też jest ważne.- Sam
- Nie jest. Już dawno przestało byc.- ja. Przez chwilę tańczymy w ciszy. 
- Co do wczoraj...- Sam. Przerywam mu.
- Zapomnijmy o tym. To nic dla mnie nie znaczyło. Troche zbyt bardzo potrzebowałam bliskości po stracie Michaela, a ty byłeś obok. To wszystko.- zostawiłam go samego na parkiecie wybiegające stamtąd. Zamówiłam taksówkę. Przebrałam sie na gorze w jeansy i tshirt i wzięłam walizkę. Na dole czekała taksówka. Spakowałam walizkę do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Tam wsiadłam w samolot i kilka godzin poźniej wylądowałam w Nowym Jorku. 
- I co?- pyta Kate.
- Nie powiedziałam mu. On jest już żonaty.- Powiedziałam. 
- Chodź tu.- Katherine wyciągnęła ręce i mocno mnie przytuliła. 
- Nie ważne. Kończy mi się urlop i trzeba wrócić do teatru.- Ja. 
- Jesteś cholernie silna.- Kate. 
Następne dni mijały szybko. Na próbach i sprktaklach. Dostałam propozycję posady aktorki dubbingowej poza teatrem. Narazie nikomu nie powiedziałam. Nie zdecydowałam jeszcze, wiec nie chcę podnosić alarmu. Dostałam kilka propozycji zagrania w filmach i serialu, ale czy chce? I czy w ogóle warto się starać? 
- Co to jest?- Kate weszła do mojego pokoju rzucając mi na łóżko pocztę. 
- Poczta.- odpowiedziałam. 
- Chodzi mi o list od producenta filmowego.- Kate. 
- Czy ty otworzyłaś moją pocztę?- pytam wściekła. 
- Tak. Chyba mam prawo wiedzieć co sie z tobą dzieje. - Kate. 
- Nie masz żadnego prawa do wtrącania się w moje życie. Nie masz rozumiesz? Wiec weź tyłek z mojego pokoju i łaskawie nie otwieraj mojej poczty juz nigdy wiecej.- Nakrzyczalam na nią i wyszłam z domu. Ulice Nowego Yorku jak zwykle były zatłoczone. Turyści robiący zdjęcia na Times Squere. Poszłam do mojego ulubionego miejsca. Do zoo w central parku. Była tam taka mała chatka dla pingwinów, w której uwielbiałam siedzieć gdy byłam dzieckiem. Teraz już sie do niej nie mieściłam, ale nadal lubiłam to miejsce. Przysiadłam na murku i jeden z pingwinów do mnie podszedł. Pogłaskalam go. Lubiłam wyobrażać sobie, że to Szeregowy. Zawsze był takim pieszczoszkiem, a reszta była zdystansowana. Po chwili poszłam do wybiegu lemurów i kupiłam dla nich przekąski. Nasypałam trochę na dłoń i wystawiłam ją do jednego ze zwierzątek. Podeszlo powoli i swoimi małymi łapkami chwyciło moją dłoń, a następnie zaczęło powoli jeść. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak dawno tego nie robiłam. Nie robiłam takich zwyczajnych rzeczy, które kiedyś były dla mnie takie ważne. Poszłam na przystanek metra i wsiadłam do odpowiedniego pociągu. Wysiadłam na stacji niedaleko mojego rodzinnego domu. Spacerkiem szlam jakieś 10 minut. Weszłam do domu, w którym jak zwykle były piękne zapachy. 
- Mamo?- krzyknęłam w progu. 
- Avalone?- mama wytarła ręce w fartuch i mocno mnie przytuliła. 
- Tęskniłam za wami.- powiedziałam wtulając sie w rodzicielkę. 
- My za tobą też.- mama
- Gdzie jest tato?- spytałam. 
- A gdzie on może być? W pracy.- zaśmiała się mama. 
- Cóż to za piękne zapachy?- pytam
- Piekę twoje ulubione ciasto.- Mama. U rodziców nigdy sie nie przelewało. Nigdy nic mi nie brakowało, ale nie miałam też dużo. Dopiero kiedy zaczęłam pracować w teatrze poznałam smak prawdziwych pieniędzy i musiałam nauczyć się nimi dysponować. Moja mama założyła stowarzyszenie i to co my mieliśmy za duzo dawała innym. Jest cudowną kobietą. 
- Mam dla was prezent.- uśmiechnęłam sie i podałam mamie kopertę. 
- Co to?- mama wzięła kopertę i otworzyła ją. 
- Ava. Skarbie nie możemy tego przyjąć. - mama. 
- Już długo zbierałam się żeby tu do was przyjechać z tym prezentem. Mamo. Zawsze marzyłaś o wycieczce w jakieś piękne miejsce, więc kupiłam wam wycieczkę do Francji. Całe życie dbałaś o to żeby mi nic nie brakowało. Teraz chcę się odwdzięczyć. - ja. 
- Ava...- mama. 
- Po prostu mnie przytul i powiedz ze będziesz sie dobrze bawić.- ja. Mama mocno mnie usciskala. 
- To jest najcudowniejszy prezent na świecie.- Mama. 
- Mam jeszcze jeden.- podałam mamie bilety na sobotni spektakl. 
- Grease? Dlaczego nie powiedziałaś że gracie Grease? To mój ulubiony musical. Grasz Rizzo?- mama
- Czy to takie oczywiste? Nie. Nie gram Rizzo. Gram Sandy. - Ja
- Moja córeczka gra Sandy. Ktoś tu sobie chyba robi jaja.- mama
- To było wredne.- ja
- No po kimś to masz skarbie. Chyba nie sądzisz że po ojcu?- mama
- Kocham cię.- uściskalam ją jeszcze raz. Usiadłyśmy do stołu i zajadalysmy się ciastem bananowym. Około 16 wrócił tata, który sie ucieszył na mój widok. 
- Jakby ten twoj stuknięty brat raz na jakiś czas nas odwiedził. Byłoby cudownie, ale on tylko siedzi w tym swoim biurowcu w Seattle i nic się nie oddzywa.- Tata. 
- Ava wykupiła nam wycieczkę do Francji.- mama. 
- Dziecko. Ty to dopiero bezsensownie Wydajesz pieniądze. - tata
- Nie narzekaj.- ja. 
- Ava gra Sandy w Grease.- Mama
- Sandy? A nie Rizzo?- Ojciec. 
- Nie. Właśnie musze wracać bo za półtorej godziny musze byc w teatrze.- Przytuliłam mame i tatę na pożegnanie. 
- Widzimy sie na sobotnim spektaklu.- usmiecham sie i wychodzę. Dobrze jest wrócić do domu. Kiedy Jechałam do teatru to zadzwoniłam do brata. 
- Williams.- powiedział tym swoim szorstkim tonem. 
- A jak miałeś 7 lat to chodziłeś i mówiłeś 'Ja jestem Groot'.- zaśmiałam sie do słuchawki. 
- Siostra! No co tam?- Spytał ucieszony.
- No właśnie ja dzwonię żeby się dowiedzieć co słychać u ciebie?- ja
- Praca, Praca i jeszcze raz praca. - westchnął. 
- Wpadlam na super pomysł i miałam nadzieję, że się dołączysz.- ja.
- W takim razie słucham...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz