poniedziałek, 6 lipca 2015

[6] I'm fucking awesome.

- Ava jesteś jebanym geniuszem. Oczywiście, że w to wchodzę.- brat zareagował entuzjastycznie.
- Fajnie, że mogę liczyć na twoją pomoc, a co z Nat? Też sie zaangażuje? - pytam.
- Nati ma cały sierpień urlop, wiec myśle, że mogłaby przyjechać i pomoc ci na miejscu. Porozmawiam z nią i dam jej twoj numer to sie zgadacie. - Brat. 
- Cieszy mnie to. Tęskniłam za tobą. - Ja
- A ja za tobą.- Brat.
- Nie izolujmy się już tak ok? Wiem, że nasza rodzina to trzy różne światy. Ja teatr, ty firma, a rodzice mają swoje sprawy, ale jednak do cholery jestesmy rodziną.- Ja
- Masz to jak w banku. Około 18 wracam do domu to dam ci znac co i jak. Możemy pogadać na skype i cos ustalić.- brat. 
- Mam dziś spektakl o 19, wiec nie za bardzo, ale w niedziele mam wolne, a tak to możesz mnie łapać pod telefonem.- Ja. 
- Co gracie?- pyta brat
- Grease.- ja
- Grasz Rizzo?- pyta
- Nie! Gram Sandy. Dlaczego wszyscy myślą, że gram Rizzo?- pytam.
- Bo jestes taka jak ona. Wredna i bezwzględna.- Brat. 
- No dobra. Może troszeczkę. - ja. 
- Musze isc na ważne spotkanie. Do usłyszenia.- brat.
- Jasne. Do usłyszenia.- schowałam telefon do kieszeni. Weszłam do teatru.
- Gdzie ty się podziewałaś? Za minutę wchodzisz!- Greg wydzierał się. Dałam mu w twarz z otwartej dłoni.
- Zawiodłam cię kiedyś? - ja.
- Nie,- Greg.
- Więc czego robisz hałas? Panikujesz jak baba w ciąży.- narzekam i idę do garderoby. Po kilku sekundach wychodzę przebrana i umalowana.
- Na scenę. - Greg popchnął mnie w kierunku sceny.
***
Każda minuta spędzona w moim łóżku w ciągu ostatnich kilku tygodniu to było dla mnie błogosławieństwo. Załatwiałam sprawy związane z rocznicą rodziców, po dwa spektakle w teatrze dziennie, warsztaty aktorskie, które prowadziłam trzy razy w tygodniu, warsztaty taneczne, lekcje dykcji, pokazowe próby dla dzieci, które są oprowadzane po teatrze, regularne próby do spektaklów, lekcje akrobatki i lekcje emisji głosu. Dodatkowo producent na mnie naciska z decyzją, a ja nadal nie wiem czy chcę to zrobić. Zgodziłam się na zostanie aktorką dubbingową. Pracę jednak miałam zacząć przy kolejnej produkcji na przełomie września i października. Wsiadłam w samochód i pojechałam na lotnisko. Odbierałam dziś Williama i Nat. Kiedy tylko ich zobaczyłam pobiegłam i rzuciłam się w ramiona brata.
- Tęskniłam za tobą głupku.- ja.
- Ja jestem Groot. - zaśmiał się brat. Uściskałam Natalie. W drodze do ich hotelu wjechaliśmy do fajnej restauracji.
- Co u ciebie? Opowiadaj.- Brat.
- Mam zdecydowanie za dużo na głowie, ale to jest to co kocham, więc jak mogłabym narzekać?- ja.
- Przyznaj się. Ile sypiasz?- pyta Natalie.
- Średnio po 3 godziny na noc. - mówię.
- Jesteś nienormalna. Jako magister medycyny muszę ci powiedzieć, że śpisz jakieś 6 godzin za mało. - Nat.
- Wiem, ale ja nie mam czasu na spanie. Jak przyjdzie wrzesień to będzie dwa razy tyle pracy co teraz, więc wtedy nie będę sypiać wcale?- ja.
- Av. Zacznij o siebie dbać, bo jak nie to fundniemy ci porządne wakacje w Seattle. - Will
- Dobrze, dobrze. Zacznę sypiać trochę dłużej. - ja.
- Lepiej mi powiedz co ubierasz jutro na rocznicę waszych rodziców?- Natalie.
- Znalazłam piękną miętową sukienkę, ale jeszcze nie jestem co do niej pewna. Myślałam o takiej kremowej też, ale nadal nie wiem. A ty?- ja
- Wzięłam ze sobą trzy sukienki. Czarną i taką fioletową pastelową i miętową. - Nat.
- Jeju ta fioletowa pastelowa mnie zachęciła. - ja.
- Jakby co mogę ci pożyczyć. - Nat.
- Nie. Ja w pastelowej? Nie. Ja jestem Rizzo, nigdy nie będę Sandy. - zaśmiałam się.
- A jednak.- brat się uśmiechnął. 
- Ale w teatrze gram.- Ja
- A w zyciu nie?- brat
- Może trochę...

czwartek, 2 lipca 2015

[5] Mind Fuck.

- Wdech, wydech. Wdech, wydech.- Kate uspokajała mnie przez telefon. 
- Nie dam rady tam wyjść zaśpiewać i udawać ze nic sie nie stało.- ja
- Ta piosenka jest smutna. Ty jestes smutna. Po prostu graj. Jak zawsze, a po wszystkim wrócisz do domu i zapomnisz o tym.- Katherine
- Nie dam rady zapomnieć.- Ja
- Oj już my zrobimy tak, że zapomnisz.- Katie. 
- Dobrze. Wyjdę tam.- mówię i odkładam telefon. Poprawiam sukienkę i fryzurę. Wychodzę z łazienki, która stała się moim azylem podczas dzisiejszej uroczystości. Wyszłam na scenę gdzie miałam zaśpiewać na prośbę mojego przyjaciela. 
- Dobry wieczór. Nazywam się Avalone i jestem przyjaciółką pana młodego, który poprosił mnie abym zaśpiewała do pierwszego tańca z jego wybranką. Oby wasze wspólne życie było tak idealne jak dzisiejsze pryjęcie. - uśmiechnęłam się. Młoda para weszła na parkiet. Zaczęłam śpiewać piosenkę. 
- I got all i need when i got you and i.- Śpiewałam piosenkę patrząc na ich szczęście. Kiedy skończyłam rozległy się brawa. Ludzie nie klaskali dla mnie. Tylko dla nich. Zeszłam ze sceny i otarłam kilka łez, które uleciały z moich oczu. 
- Hej. Czas na taniec drużby z druhną.- Danny wyciągnął do mnie dłoń. Ujęłam ją i poszliśmy na parkiet. Zaczęliśmy wirować po całym parkiecie błyszcząc bardziej niż para młoda. 
- Jesteś niesamowitym tancerzem.- usmiecham sie. 
- Stare dzieje.- Danny odstawił mnie ma miejsce gdzie siedziałam. Przy stole był Paul i Mark. 
- Świetnie tańczysz.- Paul. 
- Dzięki.- Usmiecham sie. 
- Twoja piosenka była super. Sama ją skomponowałaś?- pyta Mark.
- Tak. - ja
- Była dla kogoś konkretnego?- pyta Paul
- Nie, a dlaczego tak sądzisz?- Usmiecham sie.
- Bo cały czas patrzyłaś na Sama. - Mark.
- Wydawało ci się.- powiedziałam i upiłam łyk szampana 
- Nic nam się nie wydawało.- Mark.
- Tak. Była dla niego.- Paul i Mark przybili sobie piątkę. 
- Mówiłem. - Paul.
- O co tutaj chodzi?- pytam.
- Ich małżeństwo to porażka. On się z nią żeni tylko dlatego, że zaciążyła.- Mark. 
- On ją kocha. Musi ją kochać. Ja go pocałowałam i on nie odwzajemnił tego.- ja. 
- Wątpię żeby ją kochał.- Mark kręci głową. 
- Teraz jest to już nie ważne.- ja. Sam podchodzi do naszego stolika. 
- Mogę wam ją porwać?- Sam
- No nie wiem. - Paul
- Nie przeginaj.- Sam chwycił moją dłoń i powędrowaliśmy na parkiet. 
- Jak się bawisz?- Sam
- To nie moje szczęście jest dzisiaj ważne.- ja
- Twoje też jest ważne.- Sam
- Nie jest. Już dawno przestało byc.- ja. Przez chwilę tańczymy w ciszy. 
- Co do wczoraj...- Sam. Przerywam mu.
- Zapomnijmy o tym. To nic dla mnie nie znaczyło. Troche zbyt bardzo potrzebowałam bliskości po stracie Michaela, a ty byłeś obok. To wszystko.- zostawiłam go samego na parkiecie wybiegające stamtąd. Zamówiłam taksówkę. Przebrałam sie na gorze w jeansy i tshirt i wzięłam walizkę. Na dole czekała taksówka. Spakowałam walizkę do bagażnika. Wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Tam wsiadłam w samolot i kilka godzin poźniej wylądowałam w Nowym Jorku. 
- I co?- pyta Kate.
- Nie powiedziałam mu. On jest już żonaty.- Powiedziałam. 
- Chodź tu.- Katherine wyciągnęła ręce i mocno mnie przytuliła. 
- Nie ważne. Kończy mi się urlop i trzeba wrócić do teatru.- Ja. 
- Jesteś cholernie silna.- Kate. 
Następne dni mijały szybko. Na próbach i sprktaklach. Dostałam propozycję posady aktorki dubbingowej poza teatrem. Narazie nikomu nie powiedziałam. Nie zdecydowałam jeszcze, wiec nie chcę podnosić alarmu. Dostałam kilka propozycji zagrania w filmach i serialu, ale czy chce? I czy w ogóle warto się starać? 
- Co to jest?- Kate weszła do mojego pokoju rzucając mi na łóżko pocztę. 
- Poczta.- odpowiedziałam. 
- Chodzi mi o list od producenta filmowego.- Kate. 
- Czy ty otworzyłaś moją pocztę?- pytam wściekła. 
- Tak. Chyba mam prawo wiedzieć co sie z tobą dzieje. - Kate. 
- Nie masz żadnego prawa do wtrącania się w moje życie. Nie masz rozumiesz? Wiec weź tyłek z mojego pokoju i łaskawie nie otwieraj mojej poczty juz nigdy wiecej.- Nakrzyczalam na nią i wyszłam z domu. Ulice Nowego Yorku jak zwykle były zatłoczone. Turyści robiący zdjęcia na Times Squere. Poszłam do mojego ulubionego miejsca. Do zoo w central parku. Była tam taka mała chatka dla pingwinów, w której uwielbiałam siedzieć gdy byłam dzieckiem. Teraz już sie do niej nie mieściłam, ale nadal lubiłam to miejsce. Przysiadłam na murku i jeden z pingwinów do mnie podszedł. Pogłaskalam go. Lubiłam wyobrażać sobie, że to Szeregowy. Zawsze był takim pieszczoszkiem, a reszta była zdystansowana. Po chwili poszłam do wybiegu lemurów i kupiłam dla nich przekąski. Nasypałam trochę na dłoń i wystawiłam ją do jednego ze zwierzątek. Podeszlo powoli i swoimi małymi łapkami chwyciło moją dłoń, a następnie zaczęło powoli jeść. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak dawno tego nie robiłam. Nie robiłam takich zwyczajnych rzeczy, które kiedyś były dla mnie takie ważne. Poszłam na przystanek metra i wsiadłam do odpowiedniego pociągu. Wysiadłam na stacji niedaleko mojego rodzinnego domu. Spacerkiem szlam jakieś 10 minut. Weszłam do domu, w którym jak zwykle były piękne zapachy. 
- Mamo?- krzyknęłam w progu. 
- Avalone?- mama wytarła ręce w fartuch i mocno mnie przytuliła. 
- Tęskniłam za wami.- powiedziałam wtulając sie w rodzicielkę. 
- My za tobą też.- mama
- Gdzie jest tato?- spytałam. 
- A gdzie on może być? W pracy.- zaśmiała się mama. 
- Cóż to za piękne zapachy?- pytam
- Piekę twoje ulubione ciasto.- Mama. U rodziców nigdy sie nie przelewało. Nigdy nic mi nie brakowało, ale nie miałam też dużo. Dopiero kiedy zaczęłam pracować w teatrze poznałam smak prawdziwych pieniędzy i musiałam nauczyć się nimi dysponować. Moja mama założyła stowarzyszenie i to co my mieliśmy za duzo dawała innym. Jest cudowną kobietą. 
- Mam dla was prezent.- uśmiechnęłam sie i podałam mamie kopertę. 
- Co to?- mama wzięła kopertę i otworzyła ją. 
- Ava. Skarbie nie możemy tego przyjąć. - mama. 
- Już długo zbierałam się żeby tu do was przyjechać z tym prezentem. Mamo. Zawsze marzyłaś o wycieczce w jakieś piękne miejsce, więc kupiłam wam wycieczkę do Francji. Całe życie dbałaś o to żeby mi nic nie brakowało. Teraz chcę się odwdzięczyć. - ja. 
- Ava...- mama. 
- Po prostu mnie przytul i powiedz ze będziesz sie dobrze bawić.- ja. Mama mocno mnie usciskala. 
- To jest najcudowniejszy prezent na świecie.- Mama. 
- Mam jeszcze jeden.- podałam mamie bilety na sobotni spektakl. 
- Grease? Dlaczego nie powiedziałaś że gracie Grease? To mój ulubiony musical. Grasz Rizzo?- mama
- Czy to takie oczywiste? Nie. Nie gram Rizzo. Gram Sandy. - Ja
- Moja córeczka gra Sandy. Ktoś tu sobie chyba robi jaja.- mama
- To było wredne.- ja
- No po kimś to masz skarbie. Chyba nie sądzisz że po ojcu?- mama
- Kocham cię.- uściskalam ją jeszcze raz. Usiadłyśmy do stołu i zajadalysmy się ciastem bananowym. Około 16 wrócił tata, który sie ucieszył na mój widok. 
- Jakby ten twoj stuknięty brat raz na jakiś czas nas odwiedził. Byłoby cudownie, ale on tylko siedzi w tym swoim biurowcu w Seattle i nic się nie oddzywa.- Tata. 
- Ava wykupiła nam wycieczkę do Francji.- mama. 
- Dziecko. Ty to dopiero bezsensownie Wydajesz pieniądze. - tata
- Nie narzekaj.- ja. 
- Ava gra Sandy w Grease.- Mama
- Sandy? A nie Rizzo?- Ojciec. 
- Nie. Właśnie musze wracać bo za półtorej godziny musze byc w teatrze.- Przytuliłam mame i tatę na pożegnanie. 
- Widzimy sie na sobotnim spektaklu.- usmiecham sie i wychodzę. Dobrze jest wrócić do domu. Kiedy Jechałam do teatru to zadzwoniłam do brata. 
- Williams.- powiedział tym swoim szorstkim tonem. 
- A jak miałeś 7 lat to chodziłeś i mówiłeś 'Ja jestem Groot'.- zaśmiałam sie do słuchawki. 
- Siostra! No co tam?- Spytał ucieszony.
- No właśnie ja dzwonię żeby się dowiedzieć co słychać u ciebie?- ja
- Praca, Praca i jeszcze raz praca. - westchnął. 
- Wpadlam na super pomysł i miałam nadzieję, że się dołączysz.- ja.
- W takim razie słucham...

[4] I'm really fucking happy.

Zauważyłam, że im bliżej ślubu tym więcej przeklinam. Zaplanowaliśmy Z Michaelem zerwanie. Chciałam powiedzieć Samowi co do niego czuję, ale jak? kiedy? po co? Dzień przed ślubem Sam zaplanował wieczór kawalerski w ogromnej willi z basenem. Jako jego najlepsza przyjaciółka oczywiście byłam zaproszona. Wolałam iść na epicką imprezę nad basenem niż na wieczór panieński Ashley w jakimś klubie.
- Paul? - ja
- Słucham.- starszy brat Ashley.
- Mogę pożyczyć gitarę? Wiesz jak to jest z artystami.- uśmiechnęłam sie
- Jasne. Jest w moim pokoju. - Chłopak odwzajemnił usmiech. Wzięłam instrument i przysiadłam na tarasie. Spisałam słowa na kartkę. Zaczęłam grać delikatną melodię. 
- Ładne to. Co to?- spytał Sam.
- Moja piosenka.- ja
- Zagraj to na naszym weselu.- Sam 
- Dopiero zaczęłam ją pisac, a ty słyszałeś tylko melodie.- ja
- Ja wiem, że będzie idealna. Masz w sobie tyle talentu.- Sam poklepał mnie po ramieniu i wyszedł zostawiając mnie samą. W ciagu kilku godzin dokończyłam piosenke i zwróciłam gitarę. Poszłam przygotować się do imprezy. 
- No no no. Jakbym był hetero to nie wychodziłbym z tobą z łóżka. - Mike.
- Myślisz, że wyglądam dobrze?- pytam.
- Nie. Wyglądasz seksownie. Ten crop top i ten twój brzuszek, a do tego szorty. - Mike.
- Dzięki. - przytuliłam przyjaciela.
- Gotowa na zerwanie? Za godzine mam samolot.- Mike.
- Oczywiście. - uśmiecham się szeroko.
- To była najlepsza rola jaką zagrałem. Dziękuję. - Mike.
- To ja dziękuję. Chodźmy to skończyć.- ja. Dom był pusty. Byłam tylko ja, Mike i Sam, który siedział gdzieś na dole. Wyszłam z sypialni i zatrzasnęłam drzwi. Pobiegłam w stronę schodów. Chwilę później Mike zrobił to samo.
- Mam już dosyć ciebie i ciągłych pretensji. Ava to, Ava tamto. Nie jestem twoją służąca. -  wykrzyknęłam zbiegając po schodach.
- Uspokój się. Gdyby nie ja to nic byś nie osiągnęła. Wszystko zawdzięczasz mi! Dziwisz się, że pragnę trochę wdzięczności?!- Mike również krzyczał.
- Tobie?! Nic nie zawdzięczam tobie! Wszystko osiągnęłam swoim talentem. - ja. Sam wyszedł na korytarz.
- Wiesz co? Takich jak ty mam na pęczki. Każda mnie chce, a ja nie wiedzieć czemu wybrałem ciebie.- Mike znów się wydarł. Z moich oczy wyleciały łzy.
- Napewno. Każda chcę się przespać z tobą dla hajsu i fejmu. Ja nigdy nie byłam z tobą dla pieniedzy albo sławy. Byłam z tobą bo cię kochałam, ale to już koniec. Słyszysz? Z nami koniec.- Wykrzyczałam przez łzy. Mike wziął swoją walizkę i wyszedł z domu. 
- Jeszcze będziesz błagać żebym wrócił.- podszedł blisko mnie. 
- Dziękuję. -Szepnęłam po czym zaczęłam znowu krzyczeć. - Chyba sobie żartujesz! Idź stąd! Wyjdz! 
- Dobra, ale nie wracaj na kolanach do mnie.- Mike wyszedł z domu. Padłam na kolana i zaczęłam płakać. 
- Wszystko w porządku?- pyta Sam. Podnoszę głowę. 
- Jasne. Jestem kurwa szczęśliwa jak nigdy. Jestem naprawdę kurwa szczęśliwa.- Wypłakiwałam oczy. Sam przyklęknął obok i przytulił. Wtuliłam głowę w jego ramię, a on głaskał mnie po włosach. 
- Ciiii. Nie płacz już. On nie jest tego warty.- Sam uspokajał mnie. Przestałam płakać. Odsunęłam się od niego. 
- Przepraszam. Ubrudziłam ci koszulkę.- ja.
- To tylko koszulka. Lepiej?- pyta
- Tak. Dziękuję.- ja
- Po to są przyjaciele.- Sam
- Pójdę zmyć makijaż. - powiedziałam i powlokłam się na górę. W pokoju uśmiechnęłam się i przybiłam sobie self-five. 
- Jestem cudowną aktorką.- Powiedziałam sama do siebie. Zmyłam resztki makijażu i zrobiłam sobie nowy delikatny makijaż. Zaczęli się schodzić ludzie, więc zeszłam na dół. Nalałam sobie piwa do czerwonego kubeczka. 
- To jest Avalone.- przedstawił mnie Sam jakimś kolesiom 
- Miło mi.- uśmiechnęłam się. 
- Jestem Nathaniel, a to Igor, Peter i Danny.- mężczyzna. 
- Dużo o tobie słyszeliśmy.- Danny.
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.- ja
- Sam nie byłby w stanie mówić o tobie złych rzeczy.- Peter.
- Naprawdę?- spytałam spoglądając na Sama
- No chyba, że nieprzyzwoite to tak.- Danny. 
- Nieprzyzwoite?- znow spojrzałam na Sama
- Pieprzycie głupoty. Chodźcie sie napić piwa.- Sam zgarnął kolegów. Stałam pry basenie bujając sie w rytm muzyki z Dannym, który bardzo przypadł mi do gustu. 
- Dobrze tańczysz.- zauważył.
- Jestem aktorką w teatrze muzycznym. Raczej muszę dobrze tańczyć.- zaśmiałam się.
- Ciekawy zawód. - Danny. Upiłam łyk piwa z kubeczka. Wbił sie miedzy nas Sam.
- Odbijany.- powiedział. Na co Danny uniósł ręce w geście poddania sie i odszedł. 
- Danny to fajny chłopak.- usmiecham się. 
- Jest stażystą w szpitalu, w którym pracuję.- Sam
- Jest fajny.- usmiecham się. 
- Kluczyki, telefon?- pytają jacyś goście.
- Nie.- Sam. Chłopacy wrzucają go do wody. Zaczęłam się śmiać. 
- Pomóż mi wyjść. - Sam. Podałam mu rękę. Pociągnął mnie mocno i wpadlam do basenu. Wynurzylam sie i chlapnęłam mu wodą w oczy. 
- Wow. Wyglądasz trochę za bardzo seksownie teraz.- powiedział. Przygryzłam wargę czując się winna (bo niepowinien tak na mnie patrzeć) i czując się niesamowicie (bo nareszcie zwrócił na mnie uwagę). Odwrocilam się i wyszłam z basenu. Danny okrył mnie puchowym ręcznikiem. 
- Dziękuję.- Uśmiechnęłam się. 
- Nie ma za co.- Danny odwzajemnił uśmiech. Usiadłam na tarasie otulona ciepłym ręcznikiem. Pijani ludzie powoli opuszczali imprezę. Około 5 nad ranem nikogo już nie było, a ja nadal siedziałam na schodkach tarasu osuszając włosy ręcznikiem. 
- Hej.- Sam usiadł obok mnie. 
- Hej.- uśmiechnęłam się. 
- Powinnaś się położyć. - Sam
- To nie ja mam jutro swój ważny dzień.- ja
- Chodźmy. - Sam pomaga mi wstac i odprowadza do pokoju. 
- Śpij dobrze.- Uśmiecham się. Jego oczy wywiercały dziurę w moich. Mój oddech zwolnił do minimum. Stanęłam na palcach i wplotlam palce w jego włosy ujmując jego twarz. Delikatnie musnęłam jego usta. On nie odwzajemnił.