- Nam jest miło. Cudownie też, że zgodziliście się aby zatrzymać się w domu moich rodziców. Oni bardzo się ucieszyli.- Ashley.
- To będzie kurewsko perfekcyjne.- uśmiechnęłam sie sztucznie.
- Skarbie miałaś nie przeklinać.- upomniał Mike.
***
Jazgotanie tej roztrzepanej dziewczyny rozwalało mi czachę. Żadne tabletki przeciwbólowe nie dawały rady. Siedzieliśmy przy kolacji z Ashley, Samem, Rodzicami Ashley oraz jej rodzeństwem. Zabójczo przystojnym starszym bratem- Markiem i drugim zabójczo przystojnym starszym bratem- Paulem.
- Jak się poznaliście?- spytała mama Ashley mnie i Michaela.
- To jest bardzo ciekawa i romantyczna historia. Skarbie opowiesz?- spytał przyjaciel. Miałam ochotę kopnąć go w dupę.
- Oczywiście. Kocham tą historię. Byłam wtedy na drugim roku studiów teatralnych, a Mike je właśnie kończył. Jego projektem końcowym miał być wyreżyserowany spektakl. Jako że byłam dosyć nieznośną studentką i często pakowałam się w problemy zostałam przydzielona do jego projektu jako aktorka. Na początku mieliśmy sporo spięć i właściwie się nienawidziliśmy, ale z czasem jego oczy stały się moim ukojeniem. Dopiero po dłuższym czasie zdałam sobie sprawę co tak naprawdę do niego czuję. Może nawet trochę za późno. Miał wtedy dziewczynę, która nazywała się Natalie. Było mi ciężko, ale każde uczucie z tym związane przeistaczałam na energię do gry, do śpiewu i komponowania. Kiedy już w końcu zdał sobie sprawę ile traci i zaprosił mnie na pierwszą randkę byłam w wniebowzięta, ale może ty dokończ.- zwróciłam się do Michaela.
- Szedłem korytarzem uczelni odebrać wyniki egzaminów końcowych i spojrzałem w jej oczy. Była pierwszą osobą, z którą chciałem się podzielić szczęśliwymi wiadomościami o zaliczeniu. Jednak odwróciła wzrok i posmutniała. Szukałem jej, ale zrezygnowany w końcu poszedłem na aulę gdzie ćwiczyliśmy i tam ją zastałem. Siedziała skulona ze łzami w oczach. Otarłem je i spoglądając w jej hipnotyzujące oczy powiedziałem... Pamiętasz co wtedy powiedziałem?- spytał mnie.
- Doskonale. Jakby to się stało przed chwilą. Powiedziałeś "Avalone przestań się smucić, bo i niebo robi się smutne. Przestań płakać nad tymi, którzy nie są tego warci. Uczyń mi zaszczyt i pójdź ze mną na bal absolwentów."- uśmiechnęłam się.
- I co ty na to? - spytała ciekawa Ashley.
- Cóż mogłam odpowiedzieć. I said yes we can be together, yes you can Stay with me.- zaczęłam śpiewać piosenkę Yes- Beyonce.
***
Jazgotanie tej roztrzepanej dziewczyny rozwalało mi czachę. Żadne tabletki przeciwbólowe nie dawały rady. Siedzieliśmy przy kolacji z Ashley, Samem, Rodzicami Ashley oraz jej rodzeństwem. Zabójczo przystojnym starszym bratem- Markiem i drugim zabójczo przystojnym starszym bratem- Paulem.
- Jak się poznaliście?- spytała mama Ashley mnie i Michaela.
- To jest bardzo ciekawa i romantyczna historia. Skarbie opowiesz?- spytał przyjaciel. Miałam ochotę kopnąć go w dupę.
- Oczywiście. Kocham tą historię. Byłam wtedy na drugim roku studiów teatralnych, a Mike je właśnie kończył. Jego projektem końcowym miał być wyreżyserowany spektakl. Jako że byłam dosyć nieznośną studentką i często pakowałam się w problemy zostałam przydzielona do jego projektu jako aktorka. Na początku mieliśmy sporo spięć i właściwie się nienawidziliśmy, ale z czasem jego oczy stały się moim ukojeniem. Dopiero po dłuższym czasie zdałam sobie sprawę co tak naprawdę do niego czuję. Może nawet trochę za późno. Miał wtedy dziewczynę, która nazywała się Natalie. Było mi ciężko, ale każde uczucie z tym związane przeistaczałam na energię do gry, do śpiewu i komponowania. Kiedy już w końcu zdał sobie sprawę ile traci i zaprosił mnie na pierwszą randkę byłam w wniebowzięta, ale może ty dokończ.- zwróciłam się do Michaela.
- Szedłem korytarzem uczelni odebrać wyniki egzaminów końcowych i spojrzałem w jej oczy. Była pierwszą osobą, z którą chciałem się podzielić szczęśliwymi wiadomościami o zaliczeniu. Jednak odwróciła wzrok i posmutniała. Szukałem jej, ale zrezygnowany w końcu poszedłem na aulę gdzie ćwiczyliśmy i tam ją zastałem. Siedziała skulona ze łzami w oczach. Otarłem je i spoglądając w jej hipnotyzujące oczy powiedziałem... Pamiętasz co wtedy powiedziałem?- spytał mnie.
- Doskonale. Jakby to się stało przed chwilą. Powiedziałeś "Avalone przestań się smucić, bo i niebo robi się smutne. Przestań płakać nad tymi, którzy nie są tego warci. Uczyń mi zaszczyt i pójdź ze mną na bal absolwentów."- uśmiechnęłam się.
- I co ty na to? - spytała ciekawa Ashley.
- Cóż mogłam odpowiedzieć. I said yes we can be together, yes you can Stay with me.- zaczęłam śpiewać piosenkę Yes- Beyonce.
- Jakie to romantyczne. - Ashley
- A jak było z wami?- zapytałam
- Krótka i pospolita historia. Wpadliśmy na siebie w college'u.- Ash
- W gruncie rzeczy Sam nigdy nie był romantyczny.- zaśmiałam się.
- Nie prawda. Po tym jak sie poznaliśmy to było coraz lepiej.- usmiechnela się Barbie.
- Jesteśmy już trochę zmęczeni, a ślub już za kilka dni. Chyba już pójdziemy się położyć. Co skarbie?- ja
- Tak. To był długi dzień. - Michael. Pożegnaliśmy wszystkich i poszliśmy do naszej sypialni. Po jakimś czasie wszyscy rozeszli sie do swoich pokojów. Obok nas mieszkała młoda para.
- Mam szatański pomysł. - ja
- Jaki? Mam się bać?- spytał przyjaciel.
- Tak masz sie bać. Uprawiaj ze mną ostry seks.- ja
- Mógłbym to robić z Samem, ale nie z tobą.- Mike
- Udawajmy, ze uprawiamy seks idioto.- ja
- To moze sie udać. - Mike.
- Ściany są cienkie i mają uszy. - ja
- Skarbie zatańcz dla mnie.- Mike stanął blisko ściany
- Miki, a co jak nas usłyszą?- zaczęłam mowic coraz głośniej.
- Nie ważne. Chodź tu.- Mike walnął otwartą dłonią w ścianę.
- Oh skarbie. Jestem dla mnie taki dobry.- jęknęłam.
- Nie przestawaj kręcić tyleczkiem misiu.- Mike. Spojrzałam na niego dziwnie. Weszłam na łóżko i zaczęłam po nim skakać tak ze rana obijała sie o ścianę.
- Oh tak. Właśnie tak skarbie. Mocniej.- zaczęłam jęczeć nie przestawajac skakać.
- Jestes najlepsza.- wydyszał Mike.
- Dojdz we mnie.- kwilę.
- Jestem juz blisko. - jęknął znow.
- Gotowy na finał?- spytałam pocichu. Kiwał głową. Uderzylam go w brzuch na co jęknął i spadł na łóżko.
- Oh tak. To było boskie.- wyjęknęłam i przestałam skakać po lozku.
***
- Byliście wczoraj trochę głośno. - powiedziała Ashley. Kiedy tylko rano wstałam poszłam troche pobiegać, a ona dołączyła sie do mnie.
- Oh, więc słyszeliście?- spytałam z udawaną skruchą.
- Tak. Jak ty to robisz? Sam nie chce się ze mną kochac przed ślubem.- Ashley. Przypomniałam sobie okres w którym ze sobą chodziliśmy i pieprzyliśmy sie jak króliki. Wszędzie i zawsze.
- Może musisz sobie sprawić jakąś seksi bieliznę.- mowie.
- Nie. On po prostu twierdzi, że nie potrzebuje seksu. Kochaliśmy sie dwa razy w ciagu całego naszego związku.- Ashley.
- Uh. No nie wiem.- ja
*w tym samym czasie w domu* perspektywa Michaela*
- Ava jest świetna w łóżku.- mówi Sam
- Uh czyli słyszeliście nas wczoraj?- pytam.
- Tak. Nie dało się nie usłyszeć. - Sam.
- Sorry stary. Avalone po prostu nie potrafi opanować euforii. Pracujemy nad tym.- ja
- Jak ty to robisz? Ja kiedy widzę Ashley to mój sprzęt nie chce działać. - Sam
- Stary może ona nie jest tą jedyną.- mówię.
- Kocham ją.- Sam
- I co chces do końca życia jechać na viagrze bo na widok zony ci nie staje?- zaśmiałem sie.
- To nie jest śmieszne.- Sam
- Dla mnie jest. - zaśmiałem się i spojrzałem jak Ava i Ash biegną ścieżką do domu.
- Hej skarbie.- Dałem jej całusa w usta.
- Hej.- uśmiechnęła się szeroko.
Tum tum tum. Zadarliście z dwoma aktorami. Nie są w stanie domyślić sie ze gramy...